poniedziałek, 12 grudnia 2011

Sri Lanka podsumowanie

Zakochałam się w tym kraju bezgranicznie!
Po pierwsze primo urzekli mnie ludzie. Cudowni, życzliwi, serdeczni, uśmiechięci, spokojni, uczciwi, poczciwi, kochający dzieci. Na chwilę obecną wyszli na prowadzenie w mojej liście sympatycznych społeczności i wyprzedzili Tajów.
Zwyczajnie uwielbiam Lankijczyków.
Po drugie na powierzchni pięć razy mniejszej niż wynosi powierzchnia Polski znaleźć można niewyobrażalną liczbę atrakcji turystycznych. I nie mówię tutaj o świątyniach czy muzeach, ale o cudach natury. Krajobraz mocno zróżnicowany i przepiękny! A do tego kilka parków przyrody z ogromną ilością zwierząt.
Kolejne punkty daję za ciepłą wodę w oceanie (minus za bardzo wysokie fale), słodką mleczną herbatę, możliwość jazdy we trójkę na jednym skuterku, pyszną parathe.
A dalej... Jeszcze nigdy nie widziałam kraju, w którym rolę świateł na ulicy pełni policjant. Widzieliśmy aż dwa skrzyżowania ze światłami, cała reszta była obsługiwana przez policję. Ok, w Kambodży też nie było świateł, ale użytkownicy dróg sami sobie radzili na drodze.
Oprócz typowych dla nas uczestników ruchu ulicznego na drogach normą też są krowy. Widoczki dokładnie takie jak w Indiach. Snujące się krowy potrafią spowolnić przejazd, ale dla nikogo nie jest to problemem.
Ludzie mają piękne, czarne, grube włosy. Nic tylko zazdrościć. Sęk w tym, że te włosy mają wszędzie. Piękne, młode dziewczyny z grubym warkoczem, włosami na rękach i nogach to trochę szokujący widok dla białaska oglądającego wymuskane, gładkie kobiety w kolorowych czasopismach. Do dziś jednak nie wiem jak to możliwe, że takie owłosione towarzystwo stłoczone w autobusie jadącym w pełnym słońcu nie wydziela żadnego zapachu. Czary!
Kuchnia była rozczarowaniem. Bardzo liczyliśmy na powtórkę z Indii, czyli super tanie i mega pyszne jedzonko sprzedawane prosto z wózków. Niestety nie było pyszne, chociaż było tanie. Z drugiej strony ostatniego dnia zaszaleliśmy i poszliśmy do knajpki dla turystow. Tutaj za 15usd dostaliśmy porcję krewetek jumbo, do tego za 6 usd koktajl krewetkowy. Jedno i drugie pychota! Ale przy płaceniu bolało, bo do tej pory płaciliśmy 3-5usd za obiad dla naszej trójeczki. Generalnie jeżeli ktoś chce zaoszczędzić to bez problemu, za grosze moze się posilić (oczywiście o ile nie wystraszy go "wystrój" knajpki) u lokalesów. Wydając kilka razy więcej można jadać w punktach dla turystów i cieszyć się bardziej wyrafinowaną kuchnią.
Na Sri Lance nie odczuwa się też braku pieczywa. Lankijczycy jedzą bardzo dużo białego pieczywa zarówno w wersji słodkiej jak i słonej. Pieczywo tostowe króluje, ale też ma do tego prawo, bo nie ma nic wspólnego z tym sprzedawanym u nas. Jest pyszne!
A i telefony... Zapomniałam zabrać swojego starego aparatu, może następnym razem komuś go dam, bo tam korzystają z modeli, które u nas najszybciej w muzeum można by znaleźć.

14.11.2011 koniec urlopu

Przyszedł czas na wyjazd i baaardzo nam (mnie) się to nie podobało, ale cóż robić. Wracamy. Zanim jednak wsiedliśmy do samolotu (odlot o 4 nad ranem kolejnego dnia) mogliśmy przez cały dzień leniuchowac nad najbardziej ekskluzywnym basenem w miasteczku. Kupilismy dwa karnety i poczuliśmy się jak paniska. Super basen, piękny widok na ocean, wysprzątana plaża, skaczące wiewiórki, sprzedawcy, którzy nie przekraczają niewidzialnej linii, jednym słowem bajka!





środa, 7 grudnia 2011

Negombo 12 i 13.11.2011

"Lekkie" opóźnienie, staje się chyba tradycja...

Te dwa dni spędziliśmy na cudownym nicnierobieniu. Był tylko basen, plaża, jedzenie, zakupki, jazda na motorku i wizyta na targu.





skuterkowy wypad do centrum:









tak pracuje prawdziwy szewc ;) :


Będąc w centrum handlowym trafiamy na dzień atrakcji dla dziecka.




fantastyczny targ rybny:










a tak wygląda suszenie rybek (możecie sobie tylko wyobrazić zapach jaki tam panuje, albo lepiej nie próbujcie):




ściąganie skóry z ryb:



i jeszcze dział owocowo-warzywny:




panie siekają zioła trzymając stopą nóż:



patrzcie! białe dziecko!